OD WYBUCHU II WOJNY ŚWIATOWEJ PO DZIEŃ DZISIEJSZY

Okres prześladowań hitlerowskich

W 1943 r. po deportacji wrocławskich Żydów – głównie do getta w czeskim Terezinie (Theresienstadt) – we Wrocławiu pozostało około 600-700 osób żydowskiego pochodzenia, które albo pozostawały w małżeństwach z nie-Żydami, albo były określane przez hitlerowskie ustawodawstwo jako „mieszańcy”. W połowie czerwca 1943 r. gauleiter NSDAP na Dolny Śląsk Karl Hanke postanowił o stworzeniu dla tych osób stacji medycznej w budynku zarządu na terenie cmentarza przy ul. Lotniczej. W „jüdische krankenstation” pracowało pięciu lekarzy (między innymi chirurg, internista, pediatra, lekarz ogólny) oraz trzy pielęgniarki. Do końca 1944 r. stacja przyjęła kilkuset pacjentów, cierpiących głównie na starcze, przewlekłe choroby.

Pacjentami tej placówki byli także żydowscy więźniowie obozów koncentracyjnych z terenu Wrocławia i okolic. Personel stacji medycznej miał obowiązek chować zmarłych przywożonych z obozów – głównie ofiary zagłodzenia, chorób i brutalnego traktowania. Między 20 maja a 20 sierpnia 1944 r. pochowano na nekropolii 16 kobiet i mężczyzn z Belgii, Francji, Holandii i Polski, którzy zostali przywiezieni z obozów pracy , między innymi z Maślic i Sołtysowic. Miejsce ich bezimiennego pochówku znajduje się w pobliżu grobu rodziny Hadda, na wschodnim końcu Osi Wschód-Zachód.

Placówka medyczna na cmentarzu przy ul. Lotniczej funkcjonowała do końca 1944 r.

masowe groby
Masowe groby na wschodnim końcu Osi Wschód-Zachód.

Cmentarz po zakończeniu drugiej wojny światowej

Powtórne wykorzystanie macew
Odpadająca macewa ujawniła swój
sekret - wcześniej znajdowała się
na grobie Jonasa Cohn

Najprawdopodobniej jeszcze podczas działań zbrojnych w ostatnich miesiącach wojny uszkodzeniu uległa kaplica cmentarna i budynek zarządu. Przy czym uszkodzenia kaplicy nie były poważne – zniszczono jedynie fragment dachu. Ostatecznej rozbiórki tego budynku dokonano już po wojnie, prawdopodobnie w poszukiwaniu dobrego materiału budulcowego. Na przełomie okresu wojny i pokoju od cmentarza odcięto jego północno-zachodnią część i przeznaczono na pochówki niemieckich żołnierzy i cywilów. W pierwszych latach po wojnie w budynkach ogrodnictwa zamieszkało małżeństwo, które częściowo opiekowało się porzuconą nekropolią.

W okresie powojennym cmentarz żydowski miał i tak sporo szczęścia – nie skazano go na całkowitą zagładę, jak to uczyniono z przyległymi cmentarzami – ewangelickim i parafialnym. Był on użytkowany przez napływową ludność żydowską już od 1945 r.

Przy czym nowe groby zniszczyły wcześniejszy układ planistyczny, gdyż umiejscowiono je w przedniej części cmentarza. Część nowych nagrobków powstała z fragmentów rozebranych nagrobków dawnych – był to początek niszczenia historii.

Nagrobki, które pojawiły się po II wojnie światowej, bardzo często - oprócz zmarłego - upamiętniały również jego/jej rodzinę, którzy zginęli w czasie Holocaustu.

Pamięci 1 Pamięci 2 Pamięci 3 Pamięci 4
Pamięci pomordowanych w czasie Holocaustu

Od lat osiemdziesiątych po dziś dzień

Dnia 26 września 1983 roku cmentarz żydowski przy ul. Lotniczej 51 został wpisany do rejestru zabytków.

Decyzją Wojewody Wrocławskiego z dnia 17 listopada 1994 r. cmentarz przeszedł nieodpłatnie na własność Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Warszawie przy ul. Twardej 6 (przy czym stwierdzono, iż przejście tej własności nastąpiło z dniem 29 czerwca 1971 r. zgodnie z ustawą z dnia 23 czerwca 1971 r. o przejściu na osoby prawne Kościoła Rzymskokatolickiego oraz innych Kościołów i związków wyznaniowych własności niektórych nieruchomości położonych na Ziemiach Zachodnich i Północnych). 8 września 2000 r. na podstawie umowy darowizny nowym właścicielem obiektu została Gmina Wyznaniowa Żydowska we Wrocławiu. Po rozwiązaniu Gminy we Wrocławiu uchwałą Rady Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich z dnia 15 czerwca 2006 r. (nowa nazwa tej instytucji to Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP Oddział Wrocław), prawnym opiekunem cmentarza został Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP (obecny stan prawny zgodny z księgą wieczystą obiektu).

Po tych suchych faktach należałoby napisać co najmniej kilka słów o faktycznym stanie cmentarza... Jest to trudne dla osób, które podchodzą do tego miejsca emocjonalnie, gdyż stan kirkutu jest naprawdę zły. Kirkut wymaga stałej opieki konserwatorskiej, zarówno pod kątem drzewostanu, jak i architektury sepulkralnej. Tym miejscem już dawno temu zapanowała roślinność. Samosiewy, rozrośnięte krzewy, powalone drzewa, bluszcz, humus – pod tym wszystkim są setki grobów dziś dla nas niedostępnych, a wciąż istniejących i czekających cierpliwie na ich przywrócenie światu. Drugim dużym problemem są wandalizm i kradzieże. Niemal co tydzień przybywa rozkopanych grobów, znikają wartościowe elementy grobów czy budynków. Jak choćby sytuacja z lata 2006 r., kiedy to praktycznie każdej nocy z okien domu przedpogrzebowego znikały kolejne kolumny, wykonane z piaskowca, o dużej wartości materialnej i bezcennej wartości historycznej. Pamiętam, jak patrzyliśmy bezradnie na luki po kolumnach, a zaalarmowana policja nawet nie myślała o tym, by pomóc, by zapobiec.

Kaplica z kolumnami Kaplica bez kolumn

Powszechny jest też wandalizm – porozwalane groby, poprzewracane macewy, wielkie grobowce obrócone w ruinę, wymalowane farbą nagrobki – to wszystko budzi w człowieku złość i rozpacz, czy tak postępuje cywilizowany naród, za który przecież się uważamy?

Czego więc trzeba temu miejscu? Pieniędzy? Oczywiście, ale nie one grają pierwsze skrzypce. Nie zastąpią one bowiem zainteresowania tym miejscem i rąk potrzebnych do pracy. Gdzie jest chęć i dobra wola – fundusze znajdą się w ten czy inny sposób. Niestety tej dobrej woli nie widać ze strony właściciela cmentarza, wrocławskiej gminy żydowskiej (jakiejkolwiek by ona nazwy teraz nie nosiła). I nie chodzi tu o deklaracje, które pojawiają się co jakiś czas. Mówimy tu o czynach, o czynnym zainteresowaniu, walce o to miejsce. I nie można wszystkiego zrzucać na małą ilość osób, na brak pieniędzy. Są przecież osoby, które chcą pomóc, które podpowiadają, jaką drogą pójść (również by zdobyć fundusze, które tylko czekają na odpowiedni wniosek ze strony gminy). Ale wpierw musi być szczera chęć naprawy tej sytuacji i prawdziwe zaangażowanie, bez tego garstka walczących osób jest jak kropla w morzu potrzeb.

Czy to oznacza, że na cmentarzu nic się nie dzieje, że jest tylko coraz gorzej? Na szczęście nie. Jest jedna osoba, której w tym miejscu składamy głęboki ukłon i wielkie podziękowanie, która poświęca kirkutowi dużo swojego czasu już od wielu lat, której praca fizyczna powolutku acz zdecydowanie przywraca temu miejscu światło. Możecie tę osobę spotkać na cmentarzu w każdą niedzielę i nie tylko – zawsze miejcie dla tego człowieka dobre słowo. Są też dorywcze grupy, które okresowo pracują na cmentarzu – i w tym miejscu dziękujemy im za ich ciężką fizyczną pracę, trud i entuzjazm, dzięki którym kolejne metry cmentarza wracają do życia. Są to przede wszystkim studenci z Alma College i Albion College w Detroit (przyjeżdżają pracować co drugie lato), osadzeni z Zakładu Karnego nr 1 we Wrocławiu (zaprawieni w boju panowie, którzy, gdy ujrzeli po raz pierwszy stan cmentarza, uświadomili nas słowami: "ale my nie mamy dożywocia!"), młodzież z Towarzystwa im. Edyty Stein we Wrocławiu. Z niecierpliwością i nadzieją oczekujemy też grupy pod charyzmatycznym przywództwem pani Eriki i pani Basi, która będzie pracowała na cmentarzu w drugiej połowie czerwca 2008 r.

Czekamy też na Was, czytających te słowa. Przyjdźcie kiedyś sami, z kimś z rodziny, ze znajomymi. Cmentarz wygląda pięknie zarówno w deszczu, jak i w słońcu (choć wówczas wychodzą stanowczo lepsze zdjęcia). To miasto zmarłych do życia potrzebuje zainteresowania nas, żyjących. Pokażmy, że pamiętamy o tym kawałku historii. Spacer w tak cichym, urokliwym miejscu, pomiędzy dumnie stojącymi macewami, w cieniu potężnych grobowców i stuletnich drzew na pewno nikomu nie zaszkodzi.

Cmentarz jest otwarty w następujących godzinach: